Dlaczego ból trwa, kiedy wszystko wskazuje, że nie powinien?

Niekiedy ból rozwija się w wyniku nieszczęśliwego wypadku, któ­rego następstwem jest poważne uszkodzenie ciała. Kiedy indziej przyczyną może być z pozoru niewielkie zranienie, jak na przykład naciągnięcie mięśnia, co prowadzi nieraz do bardzo silnych i przedłu­żających się dolegliwości. Bardzo często zdarza się też, że przyczyny nie daje się zidentyfikować, ból powstaje jakby zupełnie spontanicz­nie, co jedynie zwiększa jego tajemniczość i wywołuje silny niepo­kój. Jak wiadomo, w sprawach zdrowia najgorsza jest niepewność.

Doznania bólowe u większości ludzi kończą się, kiedy początko­we przyczyny, takie jak złamanie, zerwane ścięgno lub stłuczenie, uległy zagojeniu.

Niestety, około połowy ludzi z tego typu uszkodzeniami doznaje bólu jeszcze długo po usunięciu jego pierwotnej przyczyny. U nie­których z nich, jeśli ból nie był leczony, po jakimś czasie może wy­tworzyć się niezwykle trudny do zlikwidowania zespół przewlekłego bólu. Powstaje wtedy ogromnie frustrująca sytuacja, a leczenie, na skutek złożoności problemu, staje się jednym ciągiem nieporozu­mień nie tylko pomiędzy pacjentem i lekarzem, ale również pomię­dzy samymi lekarzami.

Tak naprawdę nikt nie wie z całą pewnością, jak przebiega pro­ces powstawania przewlekłego bólu. Zobaczmy, jakie przyczyny do tej pory zostały uznane za najbardziej prawdopodobne. U niektó­rych pacjentów cierpiących na choroby nowotworowe lub zwyrod­nieniowe, jak reumatoidalne zapalenie stawów, źródło przewlekłego bólu jest wyraźnie określone. Nas bardziej interesuje jednak inna grupa pacjentów, u których pomimo szczegółowych badań brak jest widocznych przyczyn bólu.

  1. Niekiedy w części ciała, która uległa uszkodzeniu albo podda­wana była jakimś urazom, utrzymywać się będzie szczególnego ro­dzaju podatność na ból. Podatność ta może być rezultatem samego procesu gojenia i tworzenia się blizn, jak też zbyt długiego procesu rekonwalescencji prowadzącego do usztywnienia stawów, przykur­czów mięśni oraz ich osłabienia i skrócenia. Wydaje się na przykład rzeczą naturalną, że zraniona kończyna powinna znajdować się pod ?specjalną ochroną”. Pacjent będzie się starał nie obciążać bolesnego miejsca, posługując się głównie koń­czyną, która jest sprawna. Nie stanowi to problemu, jeśli taka ochro­na stosowana jest jedynie w okresie wymaganym do zagojenia się rany. Często jednak tego typu nawyki utrzymują się i dana część cia­ła pozbawiona jest ruchu dłużej niż to konieczne dla ustąpienia cho­roby. Sam organizm ze swojej strony również stara się unieruchomić uszkodzone miejsce przez gromadzenie dodatkowej ilości płynu w miejscu urazu, czego rezultatem jest to, co dzieje się z ogrodowym wężem, który grubieje i staje się sztywny, kiedy wylot wody jest za­blokowany. W końcu takie chroniczne zesztywnienie i brak ruchu może doprowadzić do zaniku mięśni. W tkankach i wokół unierucho­mionych stawów zaczyna odkładać się wapń, co prowadzi do wytwo­rzenia unieruchamiającej daną część ciała pokrywy gipsowej. Im dłużej więc pacjent nie będzie używał uszkodzonej części ciała, tym trudniej mu będzie tego dokonać i tym więcej doświadczy on bólu, kiedy w końcu się na to zdecyduje. Tego typu procesy zdarzają się bardzo często, z jakichś jednak przyczyn niektórzy ludzie cierpią z ich powodu bardziej niż inni. Dodatkowym problemem dla nich są skutki stresu w postaci napiętych ustawicznie mięśni. To z kolei przy­czynia się do podrażniania lokalnych nerwów, które wysyłają do mó­zgu informacje o tym, jakoby uszkodzenie w dalszym ciągu istniało. W taki to sposób występująca u pacjenta podatność na ból w połą­czeniu ze skutkami stresu prowadzi do utrzymywania się dolegliwo­ści, natomiast gdyby te czynniki działały pojedynczo, nie doszłoby do powstania zespołu przewlekłego bólu.
  2. Często z powodu fizycznego urazu następuje uszkodzenie sa­mych nerwów, co oczywiście jest niezwykle trudne do zdiagnozowania przy użyciu standardowych metod. Przeprowadzone w ostatnim czasie badania wykazały, że podczas procesu regeneracji uszkodzo­nego nerwu może następować jego spontaniczne uaktywnienie. Je­śli zdarzy się, iż jest to nerw przewodzący sygnały bólu, będą one docierać do mózgu nawet wówczas, gdy po zranieniu nie będzie śla­du. Taki nerw można porównać do popsutego termostatu, który cho­ciaż nastawiony jest na 20 stopni, pozwala na ciągłą pracę pieca, choć temperatura w domu przekroczyła 30 stopni. Podobnie jak uszkodzony termostat, uszkodzony nerw nie spełnia swojej funkcji systemu alarmowego. Co więcej, okazuje się, że w rdzeniu kręgo­wym, jeśli jest on ustawicznie bombardowany sygnałami bólu o du­żej intensywności, zachodzą trwałe zmiany prowadzące do utrzymy­wania się bólu i jego stopniowego rozprzestrzeniania do nowych obszarów ciała. W końcu mechanizm w rdzeniu kręgowym, którego zadaniem jest modulowanie sygnałów bólowych, traci swoją sku­teczność i zamiast regulować i zmniejszać ból, przedłuża sensacje bólowe, a nawet je zwiększa. Takie zjawisko wyjaśnia, dlaczego wie­lu pacjentów skarży się na wzrost i rozprzestrzenianie się bólu w miarę gojenia się pierwotnego uszkodzenia.
  3. Przewlekły ból może być też skutkiem procesu uczenia, zacho­dzącego w układzie nerwowym. Mowa jest tutaj o tzw. bólu wyuczo­nym lub zapamiętanym. Jeśli na przykład bolesny bodziec występu­je w nie zmienionej formie przez dłuższy czas, mózg będzie reagował, wytwarzając odczucie bólu określonego typu. Później, na­wet kiedy bodziec zaniknie, mózg w dalszym ciągu będzie produko­wał sensację bólową jako reakcję nauczoną. Mechanizm odpowie­dzialny za takie uczenie znany jest w psychologii jako proces warunkowania. Zachodzi on wtedy, gdy jakieś zdarzenie mające zdolność do powodowania określonej reakcji występuje jednocze­śnie z innym zdarzeniem, które takiej zdolności nie posiada. Po ja­kimś czasie, nawet przy braku zdarzenia powodującego reakcję, bę­dzie ona występować na skutek wytworzenia się asocjacji pomiędzy obydwoma zdarzeniami.

Zobaczmy, jak taki proces warunkowania wygląda w przypadku przewlekłego bólu. Ludzie, którzy zachowują się bardzo emocjonal­nie, w odpowiedzi na ból są szczególnie podatni na powstanie tej wa­runkowej reakcji. Wyobraźmy sobie, że taka osoba uległa zranieniu. W trakcie powrotu do zdrowia może ona doświadczać silnego bólu i związanych z nim negatywnych emocji za każdym razem, kiedy wy­konuje określoną czynność. W końcu rana się zagoiła, ból jednak ciągle występuje podczas wykonywania tej czynności, ponieważ mózg nauczył się kojarzyć ją z bolesnymi doznaniami. Poza tym po­przednio ból kojarzony był z określonymi stanami emocjonalnymi, zatem ilekroć osoba ta będzie doznawać podobnych emocji, ból rów­nież będzie się nasilał. Jak to często bywa u ludzi z zespołem prze­wlekłego bólu, samo myślenie o wykonywaniu określonej czynności sprawia, że ból się nasila.

Jeszcze inną formą wyuczonego bólu jest tak zwany ból instru­mentalny, który kojarzony jest z jakiegoś rodzaju nagrodą. Przyj­rzyjmy się, jak taki proces wygląda w przewlekłym bólu.

Wyobraźmy sobie pacjenta cierpiącego na przewlekły ból krzy­ża. Pewnego dnia, po przebudzeniu, zobaczył on z przerażeniem, że podjazd zasypany jest grubą warstwą śniegu. Sama myśl o usuwa­niu śniegu wywołała wzrost bólu (warunkowa reakcja). Widząc jego zbolały wyraz twarzy, żona pacjenta zdecydowała, że odśnieży pod­jazd sama, aby uchronić męża przed jeszcze większym bólem. Pa­cjent spędził resztę przedpołudnia, leżąc w łóżku i oglądając telewi­zję- Jego ból faktycznie nie zwiększył się. Nie zdawał sobie on jednak sprawy, iż takim zachowaniem ustanowił pewnego rodzaju precedens. Nagrodą za otwartą manifestację bólu i przyjęcie posta­wy osoby niepełnosprawnej było uniknięcie wykonywania czynno­ści, na którą nie miał zbyt wielkiej ochoty. Można powiedzieć, że uniknięcie wzrostu bólu było pewnego rodzaju zwycięstwem. Z całą jednak pewnością było to pyrrusowe zwycięstwo. Chwilowe korzyści opłacone zostały niewspółmiernie dużymi stratami w postaci po­wstałego instrumentalnego bólu, którego bardzo trudno się pozbyć. Należy oczekiwać, że w przyszłości pacjent będzie wymawiał się bó­lem, aby uniknąć robienia czegoś, na co nie ma ochoty, przez co ból jego zostanie wzmocniony.

Jak pokazuje następna historia, można sobie za pomocą instru­mentalnego bólu świetnie radzić również z innymi trudnymi życio­wo sytuacjami.

Opisany tutaj przypadek często występuje wśród par, gdzie je­den z partnerów cierpi na przewlekły ból.

Sfrustrowany przedłużającą się chorobą żony mąż często wybu­chał gniewem i nie odzywał się do niej. Ale kiedy uskarżała się ona na niemożliwy do przezwyciężenia ból, stawał się bardzo współczu­jący i opiekuńczy. Pacjentka szybko rozpoznała związek pomiędzy bólem i miłą atmosferą w domu, co – jak nietrudno zrozumieć – je­dynie służyło dalszemu utrzymywaniu się bólu.

Trzeba tutaj jednak zauważyć, że w obu opisanych przypadkach pacjenci nie udają, lecz rzeczywiście cierpią z powodu dolegliwości. Nawet jeśli się wydaje, że świadomie uwydatniają oni ból, aby w ten sposób manipulować swoimi bliskimi, jest to dalekie od praw­dy. Ból zwiększa się, ponieważ mózg nauczył się kojarzyć wzrost bó­lu z pewnego rodzaju nagrodą. Proces taki odbywa się jednak bez świadomego udziału pacjenta. Początkowo jego reakcja może być zupełnie przypadkowa i spontaniczna. Kiedy jednak zostanie ona nagrodzona, mózg o tym nie zapomni i w sprzyjających okoliczno­ściach sam będzie produkował doznania bólowe. Tak więc stwier­dzenie, że przewlekły ból nie spełnia żadnej użytecznej funkcji, mi­ja się tutaj z prawdą. Inną sprawą jest, czy to się opłaca.

Skoro już zapoznałeś się z różnicami pomiędzy bólem ostrym a przewlekłym oraz zdobyłeś podstawowe informacje na temat zło­żonej istoty przewlekłego bólu, przyjrzyjmy się typowej historii jednego z pacjentów. Pomoże ci to lepiej zrozumieć przyczyny, dla których przewlekły ból tak trudno jest kontrolować.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.