Ból musi mieć swoją przyczynę

Francuski filozof Kartezjusz, żyjący w siedemnastym stuleciu, uważany przez wielu za ojca nowożytnej nauki, głosił ideę, według której ból jest sygnałem o uszkodzeniu jakiejś części ciała. Miał ra­cję. Spełniając rolę sygnału alarmowego, ból rzeczywiście wzywa do podjęcia natychmiastowej akcji, mającej na celu zlikwidowanie za­grożenia i rozpoczęcie procesu gojenia. Ogromny wpływ, jaki ta teo­ria miała przez następne trzy stulecia na rozwój wiedzy medycznej, sprawił, że nauczyliśmy się utożsamiać ból przede wszystkim z uszkodzeniem ciała lub chorobą. Łatwość, z jaką teoria ta została przyswojona, daje się wyjaśnić faktem, że ból faktycznie bardzo często towarzyszy uszkodzeniu, jak na przykład w przypadku złama­nia albo w chorobie nowotworowej. Większość ludzi prawie odru­chowo identyfikuje ból ze stanem choroby, czyli czymś niekorzyst­nym, mającym miejsce w naszym ciele. Tego typu myślenie ma na ogół rację bytu w przypadku bólu ostrego lub przejściowego, zupeł­nie jednak nie nadaje się do wyjaśnienia bólu przewlekłego, który trwa jeszcze długo po zlikwidowaniu jego początkowej przyczyny w formie urazu lub choroby. Większość ludzi, nie wyłączając pacjen­tów z takim bólem, nie zdaje sobie sprawy z faktu, że ból, zwłaszcza przewlekły, zwykle nie jest sygnałem alarmującym o zaistniałym uszkodzeniu. To, że coś nas boli, nie zawsze oznacza, że ulegliśmy zranieniu albo rozwija się w nas jakaś potencjalnie groźna choro­ba. Innymi słowy, cierpienie nie oznacza uszkodzenia. Zrozumienie tego ma kolosalne znaczenie dla przebiegu choroby. Ludzie, którzy nieomalże automatycznie kojarzą ból z procesem chorobowym, do­znawać będą dużo silniejszego lęku niż ci, dla których ból nieko­niecznie oznacza zagrożenie zdrowia. Lęk jest jednym z czynników działających na system bólowy, który może znacznie zintensyfiko­wać doznania bólowe. Co więcej, ludzie ci będą unikać wszystkiego, co w ich przekonaniu może prowadzić do pogorszenia stanu ich zdrowia, a przede wszystkim – fizycznej aktywności. Tymczasem bycie aktywnym jest nieodzownym warunkiem pokonania przewle­kłego bólu i powrotu do zdrowia. Również lekarze, zakładając, że każdy ból musi mieć jakąś fizyczną przyczynę, często podają w wąt­pliwość wiarygodność opisu odczuwanego przez pacjentów bólu, szczególnie kiedy nie są oni w stanie zidentyfikować jego źródła. Na pewno niejeden pacjent słyszał od swojego lekarza: ?To niemożli­we, aby ból był aż tak silny, uraz nie jest przecież taki poważny”. Lekarze ci sądzą, iż są w stanie ocenić, jak silny powinien być ból i jak wielkie cierpienie pacjenta, na podstawie tego, co są w stanie zdiagnozować. Cierpienie nie jest jednak tym samym co ból. Oczy­wiście, że przyczyną jego może być ból. Niejednokrotnie jednak dwóch pacjentów z podobnym bólem cierpi w zupełnie odmienny sposób albo jeden cierpi, a drugi wcale. O tym, że ból niekoniecznie musi powodować cierpienie, wiedzą ci, którzy żyją pełnią życia po­mimo uporczywego bólu. Jednak zależność odwrotna, cierpienie bez bólu, również jest możliwa, jak na przykład przy nadpobudliwości okrężnicy, kiedy emocjonalne i towarzyskie życie jednostki jest bar­dzo zaburzone pomimo dającego się tolerować bólu. Cierpienie, po­dobnie jak ból, jest bardzo osobistym przeżyciem, związanym z czło­wiekiem jako niepowtarzalnym w swojej istocie zjawiskiem, a nie jego stanem fizycznym, który może być wspólny dla wielu. Główna różnica pomiędzy cierpieniem a bólem wydaje się polegać na tym, że ból jest nieprzyjemnym cielesnym i emocjonalnym doznaniem związanym z przeszłością na skutek uprzednich doświadczeń bólo­wych. Cierpienie natomiast jest emocją związaną z przyszłością, głównie poprzez nasze o nią obawy i lęki. Cierpienie rodzi się za­zwyczaj, kiedy ból spostrzegany jest jako coś, co będzie trwać bez końca i ustawicznie wywierać destruktywny wpływ na nasze życie. I nawet kiedy chwilowo udaje się ból uśmierzyć, cierpienie pozosta­je, ponieważ istnieje obawa, że może on powrócić.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.