Nauczyć się żyć z bólem

Założenie, że pacjenci z zespołem przewlekłego bólu nie mają innego wyboru poza pogodzeniem się z cierpieniem, jest jednym z najbardziej chyba zniechęcających. Obecnie, poza nielicznymi wy­jątkami, nie ma potrzeby, aby ludzie musieli znosić ból. ?Musi się pan/pani nauczyć żyć z tym bólem” – jest chyba najbardziej szko­dliwą poradą, jaką pacjent może usłyszeć od lekarza. Jedną rzeczą jest coś takiego usłyszeć, inną wiedzieć, co w tym momencie zrobić. Pacjenci rzadko otrzymują wskazówki, jak żyć z bólem. Taka porada często wywołuje u pacjenta poczucie bezsilności i zwątpienia, a co więcej, prowadzi do ograniczenia aktywności i wykształcenia zacho­wań typowych dla inwalidy. Jeśli pacjent zastosuje się do tej pora­dy, odbiera sobie szansę na nauczenie się, jak żyć bez bólu. Jeśli poddasz się swemu losowi, najlepsza nawet terapia nie będzie w sta­nie ci pomóc. Nawet jeśli lekarz, który coś takiego ci poradził, nie może ci pomóc i jedynie mówi, że: ?Trzeba zacisnąć zęby i cier­pieć”, nie rozpaczaj. Pacjenci z przewlekłym bólem mają szeroki wybór metod kontroli bólu. Jedne z nich, jak akupunktura lub ma­saż, mogą przynieść jedynie krótkotrwałą poprawę. Inne uwzględ­niają skomplikowany, wieloaspektowy charakter bólu i u wielu osób prowadzą do znacznej i trwałej poprawy.

Zgoda na tolerowanie bólu ma jeszcze inne, bardziej szkodliwe konsekwencje. Często pacjent może usłyszeć, iż ból jest częścią cho­roby i, chociaż nieprzyjemny, nie jest czymś groźnym. Oprócz tego, że ujemnie wpływa on na prawie każdą sferę życia, nie leczony po­woduje szkodliwe zmiany w fizjologii ciała, takie jak wzrost tempa przemian metabolicznych, spontaniczne i nadmierne pobudzanie układu nerwowego, zmiany w cyrkulacji krwi i zaburzenia w części mózgu zwanej układem limbiczno-podwzgórzowym odpowiedzial­nym za stany emocjonalne. Okazuje się, że inne są drogi przekazu sygnałów bólu przewlekłego niż ostrego. W bólu ostrym sygnały przekazywane są z miejsca uszkodzenia do sensorycznej części kory mózgowej przez wzgórze, które jest stacją przekaźnikową dla wszystkich bodźców zmysłowych dochodzących do mózgu. Nato­miast w przewlekłym bólu sygnały wędrują przez podwzgórze, któ­re razem z układem limbicznym odgrywa istotną rolę w powstawa­niu emocji. To tłumaczy też wysoką częstotliwość zaburzeń emocjo­nalnych u pacjentów cierpiących na przewlekły ból. Przewlekły ból uszkadza również funkcjonowanie układu odpornościowego, zwięk­szając podatność na inne choroby. Utrzymujący się ból zaburza sen, apetyt i aktywność fizyczną. Powoduje, że pozostajesz w łóżku, cho­ciaż korzystniejszy byłby dla ciebie ruch. Badania wykazały, iż pod wpływem bólu następuje wzrost wrażliwości komórek nerwowych w rdzeniu kręgowym, co powoduje zmniejszenie tolerancji na przy­szły ból. Jak więc widać, ból nie jest niegroźnym przejawem choro­by, ale chorobą samą w sobie, której powinno poświęcać się tyle uwagi, co każdej innej.

Skoro więc konsekwencje bólu są tak poważne, jak to się dzieje, że jest on tak rzadko przedmiotem uwagi lekarzy? Odpowiedź wy­daje się tkwić w kolejnym błędnym przekonaniu wielu pacjentów, że skupianie się na bólu utrudnia lekarzowi zajmowanie się choro­bą. Wierzący w to pacjenci czują się jak w pułapce, bez nadziei na otrzymanie pomocy. Z jednej strony z trudem znoszą swoje złe sa­mopoczucie, z drugiej jednak nie chcą obarczać lekarza proble­mem, którego, według nich, i tak nie da się rozwiązać. W rezultacie nie informują oni lekarzy o tym, jak się czują, a ponieważ ból, jak wcześniej powiedziałem, nie daje się obiektywnie mierzyć, lecze­nie, które mogłoby ból zmniejszyć, nie jest stosowane.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.