Nie musisz lubić swojego stanu, aby go zaakceptować

Akceptacja nie jest tym samym co pesymistyczna rezygnacja. Z drugiej jednak strony nie zakłada ona też, że zostaniesz uleczony. Inaczej mówiąc, akceptacja nie ma nic wspólnego z przyszłością. Jest ona jedynie potwierdzeniem nie dającej się zaprzeczyć obec­nej rzeczywistości.

Jeśli cierpisz na przewlekły ból, powinieneś zdecydowanie szu­kać pomocy. Często wczesne rozpoznanie problemu i właściwa in­terwencja mogą nawet zapobiec powstaniu zespołu przewlekłego bólu. Jeśli tylko możesz, spróbuj wszystkiego, co współczesna me­dycyna i metody stosowane poza sferą tradycyjnej wiedzy mają do zaoferowania w celu uśmierzenia dolegliwości. Powinieneś przejąć odpowiedzialność za swoje leczenie i powrót do zdrowia. Pamiętać musisz też o regule mówiącej, że im więcej kontroli nad procesem leczenia przekażesz lekarzowi, tym mniej ty sam będziesz jej posia­dał. Lekarz powinien być osobą ściśle z tobą współpracującą, a nie ekspertem, którego opinie będziesz bezkrytycznie akceptował.

Kiedy jednak spróbowałeś już wszystkiego i gdy kolejny specja­lista powiedział ci, że współczesna medycyna więcej zrobić dla cie­bie nie może, nadszedł czas, abyś zaakceptował fakt, iż przewlekły ból może być częścią twojego życia na dłużej. Oczywiście, nie zna­czy to, że się masz poddać swemu losowi. Bądź otwarty na możliwość poprawy przy zastosowaniu jakiegoś leczenia, którego dotychczas nie znałeś, albo takiego, które wiedza medyczna niedawno udostęp­niła. Ale być może w pewnym momencie musisz po prostu przyjąć, że zamiast z bólem walczyć, będziesz z nim żył. Gdy to nastąpi, bę­dziesz mógł poświęcić całą energię na życie w pełni, a nie jak do­tychczas żyć pogonią za wyleczeniem, które – chociaż trudno to za­akceptować – może nigdy nie nastąpić. Wkrótce przekonasz się, że dużo łatwiej jest kontrolować ból niż go wyleczyć.

Taka akceptacja choroby i bólu nie jest jednak rzeczą prostą. Musisz zdać się na pomoc innych osób, co wielu ludziom nie przy­chodzi łatwo. Przytoczyć mogę tutaj chińskie przysłowie, które traf­nie oddaje ich dylemat: ?Jeśli się topisz, wyciągnij przynajmniej rę­kę, aby cię wciągnięto do lodzi”.

Wydaje się, że proces akceptacji własnego stanu przedstawia swojego rodzaju paradoks: im bardziej jesteś gotowy zaakceptować swój stan, tym szybciej ciało twoje może powrócić do zdrowia i tym mniejszy będzie twój ból i cierpienie. Ból może, ale nie musi prowa­dzić do zaburzeń we wszystkich sferach życia, co jak za chwilę zoba­czysz, jest rzeczywistym źródłem cierpienia. Wielu ludziom, którzy żyć muszą w ciągłym bólu, udaje się uniknąć cierpienia, ponieważ nie pozwalają oni na to, aby ból decydował, co mogą albo czego nie mogą w życiu robić. Często jednak, tak jak kapiące bez ustanku kro­ple wody prowadzą po pewnym czasie do erozji najtwardszej nawet skały, ból stopniowo powoduje u wielu erozję ich życia. Po jakimś czasie bezustanna walka z bólem i pogoń za złudnym wyleczeniem może doprowadzić do załamania się najsilniejszego nawet charakte­ru. Tego typu załamanie jest końcowym etapem procesu unikania bólu za wszelką cenę. Ciągłe poszukiwanie recepty na jego uśmie­rzenie jest wzmacniane, w sposób zazwyczaj nieświadomy, przez przedstawicieli służby zdrowia, co wydaje się mieć swoje źródło w zdroworozsądkowym i od dawna akceptowanym podejściu do bó­lu. Mianowicie takim, że ból jest symptomem czegoś złego i jeśli zo­stanie zlikwidowany, to nasza egzystencja zdecydowanie się popra­wi. Prawda jest jednak taka, że poprawa egzystencji możliwa jest nawet przy istniejącym bólu. Wydaje się, że wielu pacjentów cierpi niepotrzebnie na skutek błędnego utożsamiania bólu, który jest sensoryczno-fizycznym doznaniem, z cierpieniem będącym emocjo­nalną reakcją na bolesną stymulację. Wiele terapii, których celem jest przyniesienie ulgi osobie z przewlekłym bólem, skupia się wy­łącznie na fizjologicznym aspekcie bólu, pomijając zupełnie aspekt emocjonalny, który dla wielu jest bardziej nawet dokuczliwy.

Kiedy zaakceptowałeś już swój ból, cierpienie rozumiane jako straty ponoszone we wszystkich aspektach życia będzie twoim wła­snym wyborem. I znów odwołajmy się do mądrości wspomnianej po­przednio modlitwy spokoju: ?…abym zmienił to, co zmienić mogę…” Możesz nie być w stanie zmienić swojego fizycznego stanu, możesz jednak zmienić swoją postawę wobec cierpienia. Jak wielu ludzi przekonało się, tego typu zmiany sposobu myślenia doprowadziły w konsekwencji do zmniejszenia odczuwanego bólu. Wiadomo przecież, że psychologiczne czynniki odgrywają zdecydowaną rolę w per­cepcji natężenia bólu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.