Lęk

Początkom ostrego bólu bardzo często towarzyszy silny lęk, któ­ry właściwie spełnia pozytywne funkcje. Lęk związany z nagłym i narastającym bólem będzie motywował i skłaniał osobę cierpiącą do szukania pomocy lekarskiej i podjęcia kroków takich, jak odpo­czynek, zmniejszenie aktywności fizycznej, oszczędzanie zranionej kończyny, zmierzających do wyeliminowania źródła bólu. Ostry ból w żadnym wypadku nie powinien być ignorowany. Taki lęk jest też skutkiem niepewności co do stanu zdrowia. Osoba cierpiąca wie, że dzieje się z nią coś złego, nie potrafi jednak określić, co to jest. Jesz­cze silniejsza emocja – strach, często rodzi się na skutek podejrze­nia, że ból jest rezultatem jakiejś groźnej i zagrażającej życiu cho­roby, takiej jak rak albo choroba serca. Strach towarzyszy też schorzeniom, które wymagają nieprzyjemnych medycznych inter­wencji lub operacji, jak na przykład infekcja wątroby lub ostre za­palenie wyrostka. Jak więc widać, lęk i strach zazwyczaj motywują osobę do szukania pomocy u lekarza. Czasami jednak zachodzi zja­wisko odwrotne. Pacjent świadomie unika pójścia do lekarza, oba­wiając się najgorszego. Woli tolerować raczej silny niepokój niż do­wiedzieć się, że przyczyną bólu jest groźna i nieuleczalna choroba.

Lęk i strach towarzyszą także przewlekłemu bólowi, zwłaszcza w początkowych jego stadiach. Chociaż doznania bólowe stały się znanym i codziennym doświadczeniem i z reguły pacjent otrzymał już stosowną pomoc medyczną, może on się ciągle obawiać, jak po­radzi sobie z bólem, jeśli stan jego zdrowia będzie ulegał dalszemu pogorszeniu. Często strach przed zwiększeniem bólu sprawia, że pa­cjenci unikają pewnych czynności, które w ich mniemaniu prowa­dzą do wzrostu bólu. Bardzo szybko taki strach może się rozszerzyć na cały szereg czynności, czego rezultatem będzie pasywny tryb ży­cia, prowadzący do utraty kondycji fizycznej, do depresji i nadmier­nego rozmyślania o bólu.

 

Inni pacjenci z kolei są zaniepokojeni nie tyle samym bólem, ile raczej jego wpływem na ich przyszłe życie. Bezustannie zastanawia­ją się, jaka będzie ich przyszłość. Nikt nie potrafi jednak dać im wiążącej odpowiedzi. I tak więc, zamiast maleć, ich niepokój z po­wodu tej niepewności zwiększa się coraz bardziej. Niepokój ten po­woduje, że zachowują się nerwowo, prawie tak jak kot szukający schronienia na drzewie, które ma być ścięte. Mają oni ciągle jeszcze nadzieję, obawiając się jednocześnie, co przyniesie przyszłość.

Mowa tych pacjentów jest często szybka i bezładna. W zachowa­niu, z reguły bardzo zdezorganizowanym, widoczne są różnego ro­dzaju nerwowe odruchy, z których przeważnie nie zdają sobie oni sprawy.

Jeden z pacjentów, zaraz po wejściu do gabinetu, zaczął przeglą­dać znajdujące się na półce książki, zupełnie nie zwracając uwagi na psychologa. Co chwila wyglądał przez okno, aby za moment wy­ciągnąć z kieszeni papierosa, którego na przemian wkładał do ust i chował z powrotem do paczki. Zachowywał się tak przez większą część sesji. Zapytany, jak mógłby opisać swój obecny stan, użył on terminów takich, jak: spokojny, zrównoważony i opanowany. Jak się okazało, pacjent ten pracował przez wiele lat jako reporter i był wy­syłany w miejsca światowych konfliktów, między innymi do Libanu w czasie szalejącej tam wojny domowej.

Początkowo przed każdym zadaniem, jak twierdził, był on ?kłęb­kiem nerwów”. Z czasem jednak nauczył się kontrolować nerwy, z czego był bardzo dumny. Stosował tę metodę radzenia sobie także w innych trudnych sytuacjach, nie wyłączając walki z bólem. Nie wiedział tymczasem, że zamiast kontrolować swój niepokój, ignoro­wał go, chowając głowę w piasek.

Takie zachowanie utrzymywało go w stałym napięciu, z którego nie zdawał sobie sprawy, a które w znacznym stopniu przyczyniało się do jego bólu.

Przyjrzyjmy się więc teraz związkowi bólu i lęku nieco uważniej.

Jak wiadomo, ataki silnego bólu, pociągające za sobą ciągłe za­burzenia w rytmie życia, prowadzą do nasilających się stanów lęko­wych. Każdy kolejny atak bólu albo wzrost istniejącego już bólu po­woduje, że lęk z czasem staje się coraz silniejszy.

Jak z każdym innym nieprzyjemnym zdarzeniem, wraz ze wzro­stem lęku wzrasta w mięśniach napięcie. Dodatkowo wzrasta szyb­kość bicia serca, oddech staje się płytszy, a nogi coraz słabsze. Są to typowe reakcje doświadczane w czasie stresu. W tym stanie czło­wiek odczuwa duży dyskomfort, zmęczenie i przesadne skoncentro­wanie na tym, co się z nim dzieje. Po jakimś czasie trudno mu bę­dzie odróżnić uczucie lęku od uczucia bólu. Tak więc emocjonalna reakcja na ból, jeśli nie będzie odpowiednio kontrolowana, łatwo stać się może częścią doświadczenia bólu.

Co gorsza, taka emocjonalna reakcja prowadzić może do obniże­nia tolerancji na ból. Im bardziej zdenerwowany i zalękniony jest pacjent, tym silniejszy i dłuższy jest doświadczany przez niego ból. Wzrost bólu z kolei jeszcze bardziej zwiększa niepokój i w taki spo­sób osoba cierpiąca uwikłana zostaje w błędne koło, z którego nie­łatwo jest się wyrwać. Tak więc chociaż reakcja emocjonalna sama w sobie nie stanowi bezpośredniej przyczyny bólu, to jednak wpły­wa na odczuwany ból w sposób pośredni, przez wzrost pobudzenia i napięcia.

Dlaczego stany emocjonalne obniżają tolerancję na ból? Można to zrozumieć, jeśli przypomnimy sobie model furtki, który omawiali­śmy w rozdziale 3. Rozkołysane emocje, jak pamiętamy, są jednym z czynników otwierających furtki, dzięki czemu sygnały bólowe ma­ją łatwiejszy dostęp do mózgu. Jest więc jasne, że w stanie wysokie­go pobudzenia emocjonalnego odczuwasz zwiększony ból. Wniosek więc nasuwa się taki, że aby lepiej tolerować ból, należy likwidować te emocje, które otwierając furtkę, przyczyniają się do jego wzrostu.

Aby więc wspomniany uprzednio pacjent mógł lepiej sobie ra­dzić z bólem, musi zaznajomić się z opisanym mechanizmem. Nieste­ty, wielu ludzi z przewlekłym bólem ma trudności ze zrozumieniem ścisłej zależności pomiędzy niepokojem i poziomem bólu. Skoncen­trowani na bólu, nie zdają sobie oni sprawy, że aby go kontrolować, muszą najpierw zająć się swoim niepokojem. Jeśli nawet przez dłuż­szy czas ignorowali swój lęk, to w końcu dochodzą do punktu, w któ­rym nie mogą dłużej negować obaw i niepokojów związanych z ich życiową sytuacją. Ludzie ci mają błędne przekonanie, że ich lęk zniknie nieomalże automatycznie, kiedy pozbędą się bólu. ?Zanim zachorowałem, byłem zupełnie spokojny i bez nerwów” – można czę­sto od nich usłyszeć. Głównym ich celem jest uzyskanie kontroli nad bólem i wszystko inne schodzi na dalszy plan. Trzeba jednak pamię­tać, że podobnie jak to jest z innymi emocjami, związek bólu i lęku jest dwukierunkowy. Innymi słowy, jednym ze sposobów obniżenia bólu jest zredukowanie niepokoju. Nie możesz oczekiwać, że twój lęk rozpłynie się, kiedy uda ci się zlikwidować ból, a to dlatego, że lęk jest częścią problemu przewlekłego bólu.

Musisz więc przypuścić atak na źródło swoich niepokojów w bez­pośredni sposób. Możesz do tego celu zastosować metody relaksa­cyjne opisane w rozdziale 8., jak również ćwiczenia przedstawione w rozdziale 5. Ważne będzie też przeanalizowanie, co jest przyczyną niepokoju i strachu. To z kolei umożliwi ci zlikwidowanie lęku w za­rodku, co jest skuteczniejsze niż zwalczanie go, gdy się już pojawił. Świetnie do tego nadającą się metodą jest zmiana sposobu myśle­nia, czyli przebudowa poznawcza. Proponuję, abyś niezwłocznie podjął odpowiednie kroki, jeśli myślisz, że lęk jest przeszkodą na drodze do pozbycia się twojego bólu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.