Utracone pożądanie

Brak przyjemności ze współżycia seksualnego jest jedną z częstszych skarg pacjentów z przewlekłym bólem. Kiedy ból staje się centralnym tematem dnia, prawie wszystkie aspekty życia, nie wyłączając seksu, schodzą na drugi plan. Wspomniałem już po­przednio, że poczucie humoru jest pierwszą ofiarą przewlekłego bólu. Innym skutkiem ubocznym jest obniżenie się, a niejednokrot­nie całkowita utrata zainteresowania seksem. Składa się na to wie­le przyczyn i niektórym z nich przyjrzymy się bliżej. Skupmy się jednak najpierw na tym, od czego się wszystko zaczyna, czyli na traumatycznych przeżyciach związanych z wypadkiem lub począt­kiem choroby.

Problem przewlekłego bólu z reguły ma swoje początki w ostrym bólu, będącym rezultatem bądź to urazu, bądź procesu chorobowe­go. Jest rzeczą zrozumiałą, że ludzie, którzy odczuwają intensywny ból, ograniczają lub wręcz unikają seksu, ponieważ aktywność z nim związana powoduje nasilenie dolegliwości. W końcu seks jest ak­tywnością fizyczną, która wykonywana w czasie, kiedy zranienie nie uległo zagojeniu, może powodować ból. Kiedy ostry ból przedłuża się i wchodzi w fazę bólu przewlekłego, nawet jeśli początkowy jego poziom obniża się, seksualne funkcjonowanie pacjenta może pozo­stać zaburzone. W wypadku przewlekłego bólu przyczyny tego mo­gą być jednak zupełnie inne.

Warto w tym miejscu pamiętać, że pacjent nie jest jedyną oso­bą, która cierpi z powodu bólu. Życie jego bliskich w równej mie­rze narażone jest na trudne przeżycia. Dlatego to, o czym tu mówi­my, jest tak samo ważne dla pacjentów, jak dla ich małżonków lub partnerów.

Dla większości ludzi tematyka seksu jest pewnego rodzaju tabu, czymś, czego nie porusza się z obcymi. Z reguły pacjenci nie podej­mują tego tematu, nawet z lekarzami. Nie u wszystkich ból przyczy­nia się do problemów z seksem. Kiedy jednak tak się dzieje, staje się to bardzo ważnym aspektem choroby, który powinien być prze­analizowany. Chociaż pacjenci sami rzadko zaczynają rozmawiać na temat seksu, wielu przyznaje, kiedy są pytani, że ból znacznie zabu­rzył ich współżycie. Niektórzy z zażenowaniem przyznają, że ich ży­cie seksualne praktycznie nie istnieje. Zdarzają się tacy, którzy nie współżyli przez długie lata. Są to niejednokrotnie młodzi jeszcze lu­dzie, 40- lub 50-letni. Dla nich taki wymuszony celibat może być na­wet większym problemem niż sam ból.

Kiedy ból się przeciąga bez końca, ludzie powoli tracą zdolność wypełniania w codziennym życiu określonych ról, które jeszcze do niedawna stanowiły podstawę ich wartości w społeczeństwie. Czę­sto tracą oni pracę albo muszą z niej sami zrezygnować, nie mogąc sprostać stawianym im wymaganiom. Nawet w domu wykonywanie zwykłych zajęć kończy się niejednokrotnie zwiększeniem dolegli­wości, tak że powoli coraz więcej obowiązków spada na innych członków rodziny. Coraz częściej zmuszeni są rezygnować z życia to­warzyskiego i po jakimś czasie znajomi przestają nawet dzwonić. Nic więc dziwnego, że poczucie własnej wartości pacjentów z prze­wlekłym bólem stopniowo maleje. Dochodzi do tego jeszcze cały szereg psychologicznych problemów, jak lęk, frustracja i po jakimś czasie obniżenie nastroju, prowadzące u wielu osób do depresji. Mo­gą się oni też czuć winni z powodu swoich ograniczeń i konieczności polegania na innych.

Brane przez nich w dużych ilościach środki przeciwbólowe przy­czyniają się do fizjologicznych i osobowościowych zmian. Szczegól­nie środki zawierające kodeinę i jeszcze mocniejszą w działaniu morfinę powodują, że pacjenci stale czują się osłabieni i obojętni na wszystko. Z czasem coraz mniej jest rzeczy, które potrafią im sprawić radość i pobudzić do działania. Aktywność seksualna nie jest niestety tutaj wyjątkiem.

Chociaż ich partnerzy nie cierpią na żadne dolegliwości, są oni i tak wciągnięci w ten emocjonalny zamęt. To, że nic im nie dolega, niekiedy staje się dla nich wręcz źródłem poczucia winy. Widząc bli­ską osobę w ustawicznym cierpieniu, myślą, że to oni powinni być ofiarami bólu, a nie ich bliscy. Stają się sfrustrowani brakiem po­prawy u partnera i zalęknieni tym, jaka czeka ich finansowa przy­szłość, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie. Rezultat jest taki, że oni również doświadczają obniżenia nastroju i wzrostu niepokoju. Za­czyna też rodzić się zwątpienie, czy kiedykolwiek nastąpi poprawa. Stopniowo ta frustracja i rozżalenie z powodu znalezienia się w sy­tuacji w ich mniemaniu bez wyjścia skupia się na partnerze. Tego typu negatywne emocje u obojga partnerów mogą zrujnować naj­lepszy nawet związek. Kiedy jednak problemy powstałe na skutek choroby i przewlekłego bólu uwypuklają trudności istniejące w związku od dawna, sytuacja staje się naprawdę rozpaczliwa. W ta­kich warunkach nie należy się dziwić, że zainteresowanie seksem u obojga partnerów dramatycznie się obniża.

Może się też tak zdarzyć, że ból, chociaż niepożądany, ma służyć za tarczę obronną, jeśli idzie o seks. Wiemy, co stwierdzenie typu: ?Kochanie, nie dzisiaj, mam taki straszny ból głowy…” tak napraw­dę oznacza. W związkach, w których intymność pomiędzy partnera­mi od dawna była czymś nieistotnym albo wręcz wymuszonym, ból może służyć jako stała wymówka, aby uniknąć niepożądanego i nie przynoszącego radości zbliżenia.

Popęd płciowy jest u człowieka wyrazem stanu jego zdrowia i ogólnego zadowolenia z życia. Seks jest bez wątpienia dla wielu źródłem fizycznej, jak również emocjonalnej satysfakcji. Niestety, pacjenci z przewlekłym bólem często pozbawieni są tej satysfakcji na skutek zdecydowanego obniżenia się albo wręcz zaniku zaintere­sowania seksem. Przyczyny nie są jeszcze w pełni zrozumiałe, wy­daje się jednak, że stan choroby połączony z ogólnym brakiem zado­wolenia i radości stanowi kombinację, która ponosi tutaj winę. Od dawna wiadomo, że u ludzi cierpiących na depresję pożądanie sek­sualne, zwane również libido, znacznie się obniża. Wiadomo rów­nież, że depresja często towarzyszy przewlekłemu bólowi. Co wię­cej, lekarstwa brane przeciwko depresji również przyczyniają się do spadku libido, a dodatkowo do trudności z erekcją, wytryskiem oraz brakiem orgazmu albo jego opóźnieniem. Także ogólne przemęcze­nie, będące rezultatem zaburzonego snu, nie pozostaje bez wpływu na aktywność seksualną pacjentów.

Nie można też zapomnieć o emocjonalnym stresie jako następ­nym czynniku w znaczny sposób zaburzającym życie seksualne. Jed­ną z fizjologicznych reakcji organizmu w odpowiedzi na stres jest spadek poziomu testosteronu. Silny albo przewlekły stres poprzez swoją akcję na centralny układ nerwowy powoduje zmniejszoną produkcję tego hormonu. Występowanie testosteronu w odpowied­niej ilości jest ważne dla obojga płci, brak przyczynia się do zaniku pożądania seksualnego.

Przeprowadzone w latach siedemdziesiątych na żołnierzach amerykańskich w Wietnamie badania wykazały wyraźną zależność pomiędzy stanem stresu a poziomem testosteronu. Jego poziom znacznie się obniżał u żołnierzy udających się na pole walki, wzra­stał natomiast gwałtownie poziom adrenaliny, która, jak wiadomo, stawia organizm w stan pogotowia w sytuacji zagrożenia. Niewielu żołnierzy z tej grupy miało jakąkolwiek ochotę na seks. Ponowny pomiar, w chwili gdy znaleźli się poza zasięgiem działań wojennych, pokazał, że poziom obu tych substancji powrócił do normy. A zaraz potem pożądanie seksualne. Nie będzie chyba przesady, jeśli powie­my, że u pacjentów prowadzących ustawiczną ?walkę” z bólem zain­teresowanie seksem będzie równie niskie.

Połączmy więc teraz emocjonalny stres z przemęczeniem, dodaj­my do tego negatywne skutki lekarstw i fizyczne ograniczenia z po­wodu bólu i mamy gotowy przepis na zaburzone życie seksualne. Ale nawet teraz ta receptura nie jest kompletna, zapomnieliśmy bo­wiem o paru jeszcze składnikach.

Życiowi partnerzy pacjentów z przewlekłym bólem wykazują upartą nadzieję lub wręcz oczekują, że problem bólu w końcu jakoś zostanie rozwiązany. Kiedy to nie następuje, ich żal i frustracja się pogłębiają. Nie bardzo mają kogo winić za ten problem i, z czystej desperacji, niejednokrotnie kierują te negatywne odczucia na sa­mego pacjenta. Mają oni za złe choremu, że sytuacja pozostaje bez zmian, szczególnie kiedy de facto, jak to ma zwykle miejsce z prze­wlekłym bólem, brak jest dowodów na istnienie choroby.

?Dlaczego ona ciągle skarży się na ból? Przecież lekarz powie­dział, że wszystkie badania wypadły pomyślnie” – często słyszy się od sfrustrowanych członków rodziny. Kiedy indziej zarzuty są jesz­cze poważniejsze: ?On na pewno kogoś ma, ból jest, moim zdaniem, tylko wymówką!”. To, że ból jest niewidoczny, nie oznacza oczywi­ście, że osoba nie cierpi. Tego typu podejrzenia rozgniewanych part­nerów, chociaż zwykle nie mają podstaw, mogą prowadzić do więk­szej utraty intymnej bliskości.

Takie podejrzenia rzucają światło na jeszcze inny, bardzo ważny problem w wielu związkach, jakim jest brak komunikacji pomiędzy partnerami. Zakłócenia w komunikacji mogą zrujnować najzdrow­szy nawet związek. Kiedy jednak podstawa związku jest już zachwia­na, to niedomówienia i brak otwartości często prowadzą do przykrych następstw. Sprawy seksu, jak wszyscy wiedzą, to jeden z bar­dziej wstydliwych tematów do rozmowy, nawet pomiędzy ludźmi od lat dzielącymi wspólne łóżko. Wiele osób nie wykazuje żadnych opo­rów, gdy chodzi o żarty na temat seksu czy sprośne dowcipy. Kiedy jednak rozmowa schodzi na temat ich własnego współżycia, nawet z intymnym partnerem nie potrafią przełamać oporów. Często jedy­nym powodem jest wstyd i nic więcej.

?Nigdy do tej pory nie rozmawialiśmy na ten temat” – jest typo­wym stwierdzeniem pacjentów i ich partnerów, kiedy porusza się z nimi sprawy współżycia płciowego.

Bez względu na to, jakie były powody utraty zainteresowania seksem u pacjenta, bliska mu osoba nie czuje się kochana, nawet jeśli jest to jak najbardziej dalekie od prawdy. Często proste pyta­nie może rozwiać bardzo wiele wątpliwości i wyjaśnić niedomówie­nia, które jeśli nie są ujawnione, powoli prowadzą do braku zaufa­nia pomiędzy partnerami i stawiają związek pod znakiem zapytania. Jeśli więc masz wątpliwości, co twój partner czuje, zapy­taj wprost. Czekaj na odpowiedź, zanim zaczniesz wyciągać pochop­ne wnioski.

Kolejnym składnikiem w przepisie na zaburzenia seksualne jest tak zwany lęk przed niepowodzeniem, co z reguły jest męskim pro­blemem.

Przypuśćmy, że mężczyzna z bólem próbuje kochać się ze swoją żoną i to doświadczenie kończy się według niego totalnym fiaskiem. Być może, jego żona nie wykazywała dostatecznego zainteresowa­nia seksem, wiedząc, że przyczyni się to do wzrostu bólu u drogiej jej osoby. Jeśli nie padną żadne pytania, mężczyzna pozostawiony jest sam na sam ze swoimi domysłami, prowadzącymi często do ob­winiania samego siebie. Jego nadwerężone poczucie własnej warto­ści obniża się jeszcze bardziej i raczej nie będzie on zbyt chętny do ponownego zbliżenia. Kiedy się ponownie zdecyduje na współżycie, lęk przed następnym ?niepowodzeniem” jest prawie gwarancją, że takie niepowodzenie nastąpi. Lęk, czy wszystko się uda, tym razem blokuje spontaniczność i seks staje się mechanicznym postępowa­niem, wykonywanym w sposób rutynowy. Mężczyzna na każdym eta­pie aktu kochania obserwuje siebie i zachowanie partnerki, aby móc ocenić, czy to, co robi, wywołuje oczekiwaną reakcję. Zamiast w sposób spontaniczny poddać się pasji i przyjemności, może on ustawicznie zadawać sobie pytanie: ?czy uda mi się ją zaspokoić?”, ?a co będzie, jeśli przedwcześnie stracę erekcję?”. Im silniejsze bę­dą takie obawy, tym bardziej prawdopodobne, że staną się one samosprawdzającą się przepowiednią. Czasami dwa albo trzy takie nieudane zbliżenia mogą w poważny sposób zaburzyć seksualne funkcje i odebrać na długi czas apetyt na jakąkolwiek intymność.

Może też zdarzyć się, że to żona od paru dni odczuwa dolegliwo­ści. Niechętnie, ale godzi się na seks, który zamiast przyjemności przysparza jej bólu. Po takim doświadczeniu nie chce mieć z sek­sem na jakiś czas nic wspólnego, nie mówi jednak mężowi, z jakich powodów. Oboje małżonkowie mogą czuć się teraz winni. On, ponie­waż myśli, iż nie sprawił żonie przyjemności, a ona, bo nie potrafi zaspokoić jego seksualnych potrzeb. Zamiast w otwarty sposób wy­razić swoje uczucia, małżonkowie przechodzą nad problemem do porządku dziennego. Jeśli tego typu zachowania staną się zbyt czę­ste, łatwo mogą doprowadzić do całkowitego zaniku jakiejkolwiek intymności w małżeństwie.

Niewielki na początku problem stał się powoli barierą nie do przebycia na drodze do emocjonalnej bliskości i seksualnej satys­fakcji.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.