Analiza zebranych danych

Zobaczmy, jak taki zapis wygląda w praktyce. Dokładniejsza analiza pokazuje gwałtowny wzrost bólu krzyża o trzeciej po południu w następstwie sprzątania. Również sprzeczka z synem o ósmej wieczorem spowodowała nasile­nie się bólu. Jako emocję towarzyszącą tej stresującej sprzeczce pa­cjentka zanotowała gniew, który był dodatkowym czynnikiem zwiększającym jej ból. W ciągu dnia pacjentka brała środki prze­ciwbólowe, widać jednak, że nie miały one zbyt wielkiego wpływu na poziom bólu. Natomiast znacznie zmniejszyło ból słuchanie re­laksującej muzyki na krótko przed udaniem się na spoczynek.

Tak więc, analizując zapis tej pacjentki z jednego tylko dnia, można się wiele dowiedzieć o występującym u niej wzorcu bólu. Wy­raźnie widać, że pewne wykonywane przez nią czynności znacznie nasilały ból, podczas gdy inne ból ten obniżały. Po drugie, okazuje się, iż emocjonalny stres przyczynić się może do wzrostu bólu. I na koniec, okazuje się, że branie przez pacjentkę środków przeciw­bólowych nie zawsze przynosiło ulgę.

Na pewno jeszcze więcej można by się dowiedzieć po przeanali­zowaniu zapisków z tygodnia albo dwóch. Ujawniłyby się wtedy nie­wątpliwie pewne ogólne tendencje w zachowaniu i poziomach bólu, które następnie można by uczynić podstawą do wyciągnięcia daleko idących wniosków na temat wzajemnych zależności pomiędzy ob­serwowanymi zmiennymi.

Po jednym lub dwóch tygodniach dokonywania takich zapisów powinieneś przyjrzeć się uważnie zebranym informacjom. Dokonaj tego tak, jakbyś analizował problem innej osoby. Takie spojrzenie z dystansu pozwoli ci być bardziej obiektywnym. Często bowiem zdarza się, że dopiero poprzez taką analizę dostrzegamy rzeczy, z których nie zdawaliśmy albo nie chcieliśmy zdawać sobie sprawy. Tego typu ocena pozwoli ci odkryć zależności istniejące pomiędzy aktywnością fizyczną, nastrojami i poziomem bólu. Możesz nawet zauważyć czynniki, w których zupełnie nie podejrzewałeś przyczyny swoich dolegliwości. Z drugiej strony zaskoczy cię, że te, które za­wsze obwiniałeś, nie mają z twoim bólem wiele wspólnego. Na przy­kład wielu ludzi uważa, że pogoda ma zdecydowany wpływ na ich samopoczucie. Często tak bywa, zwłaszcza w wypadku schorzeń reu­matycznych lub bólów krzyża, na ogół jednak zależność poziomu bó­lu i zmian pogody jest słabsza, niż się powszechnie sądzi. Przyczyną wydaje się jeszcze jeden mit, mianowicie o wpływie pogody na ból. Jeśli nawet zależność taka istnieje, nie jest ona bezpośrednia. Wie­lu pacjentów słusznie zauważa, że w deszczowy i pochmurny dzień ich ból ma tendencję do nasilania się. Tego typu pogoda u większo­ści ludzi wywołuje poczucie przygnębienia, a jak już wiesz, nastrój, w jakim się znajdujesz, może mieć wpływ na ból.

Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza kiedy oprócz pogody także inne czynniki wpływają na poziom bólu. Obarczając winą jedynie pogodę, łatwo możesz przegapić te przyczyny, które rzeczywiście mają zna­czenie i które, w przeciwieństwie do pogody, dają się kontrolować.

Jeśli jednak zauważysz, że twój zapis nie wykazuje żadnych albo bardzo niewielkie zmiany w natężeniu bólu (na przykład, kilkana­ście razy dziennie przez kolejnych parę dni użyjesz tej samej liczby do określenia poziomu bólu), musisz przeanalizować swój ból nieco dokładniej. Poziom bólu zmienia się ustawicznie; niezmiernie rzad­ko pozostaje on taki sam przez parę kolejnych dni. Często jednak pacjenci z przewlekłym bólem, dokonując zapisu odczuwanego bó­lu, posługują się średnią oceną, która stanowi wypadkową ich od­czuć przez dłuższy czas. Jest to zrozumiałe, ponieważ długotrwały ból, na skutek przyzwyczajenia, wydaje się niezmienny i niezróżnicowany.

Prawda jednak jest taka, że w trwającym przez długie tygodnie, a nawet miesiące, bólu zawsze występują zmiany natężenia. Zmiany te związane są z naszą uwagą, która co chwilę koncentruje się na czymś innym. Istotną rolę w takich wahaniach natężenia bólu od­grywa również zmieniający się ustawicznie stan naszego organizmu, zarówno fizyczny, jak emocjonalny, to, czy jesteśmy wypoczęci, czy zmęczeni, smutni czy radośni, w jakich sytuacjach się znajdujemy itd. Na pewno inaczej będziesz odbierał swój ból, kiedy w radosnym nastroju uczestniczysz w ślubie dziecka, i inaczej, kiedy jesteś na pogrzebie swojej matki.

Nasz mózg, który jest ostatecznym sędzią sensorycznych i emo­cjonalnych bodźców, nie znosi stabilności i zwykle reaguje silniej na zmiany w poziomie intensywności bodźców. Będzie on natomiast re­agował znudzeniem i zmniejszonym pobudzeniem na stymulację, która utrzymuje się przez jakiś czas na tym samym poziomie, nieza­leżnie od tego, czy ta stymulacja płynie z bodźców środowiskowych, jak dźwięki, zmiany temperatury, czy wewnętrznych, jak napięcie mięśni lub ból. Jest więc rzeczą oczywistą, że ból i nasze odczuwanie go też będzie się ustawicznie zmieniać. Wchodząc na przykład do po­mieszczenia z głośno pracującym wentylatorem, na początku bę­dziesz świadomy hałasu, po krótkiej jednak chwili przestaniesz go słyszeć. Nie znaczy to oczywiście, że hałasu nie ma, lecz jedynie, że twój mózg przestał na niego zwracać uwagę. Hałas ciągle istnieje, ale poniżej progu twojej świadomości, dlatego go nie słyszysz. Kiedy jednak wentylator przestanie pracować, natychmiast to zauważysz, aby za moment przyzwyczaić się do ciszy. Podobnie mogłeś nie za­uważyć ucisku, jaki oparcie krzesła, na którym siedzisz, czytając tę książkę, wywiera na twoje plecy. Teraz, kiedy o tym wspomniałem, zauważyłeś to i pewnie zmieniłeś niewygodną pozycję. Za moment ta świadomość znów zniknie i będziesz kontynuował czytanie.

Tę zdolność mózgu do niezwracania uwagi na utrzymującą się na tym samym poziomie stymulację można wykorzystać do zmian od­czuć bólu. Techniki oparte na tym mechanizmie będziemy omawiać w dalszych rozdziałach.

Powróćmy jeszcze na chwilę do zależności pomiędzy pogodą i bó­lem. Jeden z pacjentów, cierpiący na bóle reumatyczne, skarży się swojemu lekarzowi, że wraz z pogorszeniem pogody wzrasta jego ból. Zaobserwowany przez pacjenta związek wydawał się dosyć wia­rygodny, bo w końcu tyle się słyszy o łamaniu w kościach na zmianę pogody. Niemniej jednak lekarz polecił pacjentowi zapisywać zmia­ny w poziomie bólu i stan pogody. Po dwóch tygodniach pacjent po­nownie odwiedził lekarza wyraźnie podekscytowany tym, co odkrył. Jego notatki pokazały, że chociaż często miał on złe dni, kiedy pogo­da była deszczowa i zimna, i dobre, kiedy świeciło słońce, to jednak zależność odwrotna również występowała, czuł się on do niczego w dni pogodne i nie czuł bólu, kiedy zanosiło się na deszcz. Dla pa­cjenta największym zaskoczeniem był jednak fakt, iż jego ból za­wsze się wzmagał, kiedy wdawał się on w kłótnie z sąsiadem o dro­gę dojazdową do jego posesji. W końcu do pacjenta dotarło, że winił pogodę zupełnie niepotrzebnie. Co więcej, chociaż nie mógł mieć żadnego wpływu na pogodę, z wyjątkiem przeprowadzenia się w ciepłe kraje, to mógł dużo zrobić dla poprawy stosunków z sąsia­dem. Po dokonaniu tego liczba dobrych dni zdecydowanie się zwięk­szyła, mimo że liczba dni słonecznych w rejonie, gdzie mieszkał, po­została ta sama. Z przykładu tego wyraźnie widać, jak istotne jest bliższe przyjrzenie się istniejącemu problemowi. Pacjenci często wyobrażają sobie swój przewlekły ból jako coś na kształt monolitu. Nic dziwnego, że czują się wobec niego bezradni i przytłoczeni. Kie­dy jednak ten monolit uda się rozbić na mniejsze fragmenty, okazu­je się, że nie tak trudno nad nim zapanować. To właśnie jest zada­niem procesu obserwacji. Śledzenie zmian w odczuwaniu bólu pozwala zobaczyć go w innym ujęciu, jako strukturę zbudowaną z dających się odseparować od siebie elementów. Można użyć tutaj analogii do składającej się z wielu cienkich splotów grubej liny, której przerwanie jest rzeczą niemożliwą, chyba że tę linę się roz­plecie i każdy splot przerwie z osobna. Podobnie jest z bólem. Jeśli uda ci się rozłożyć ten obezwładniający problem na poszczególne aspekty i po kolei je eliminować, twoje szanse na ostateczny suk­ces, jakim jest jego przezwyciężenie, radykalnie się zwiększą.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.