Myślę, więc cierpię

Łatwo pogrążasz się w negatywne myślenie, kiedy cierpisz na przewlekły ból. Uczucia lęku, frustracji i zniechęcenia są normal­nymi reakcjami na przeciągającą się dolegliwość, która uparcie opiera się próbom uśmierzenia. Aby te próby się powiodły, musisz uświadomić sobie, gdzie leży przyczyna twojego negatywnego my­ślenia i jak wykorzystać umysł do jego zmiany lub zablokowania.

Chciałbym, żebyśmy skupili się najpierw na trzech założeniach, które w kontroli bólu odgrywają ogromną rolę.

  1. Na twoje procesy poznawcze, czyli na to, jak spostrzegasz swój ból, wpływa bardzo wiele czynników.
  2. Od tego, jak spostrzegasz swój ból, zależeć będzie, jak silnie będziesz go odczuwał.
  3. Modyfikując procesy poznawcze, możesz skutecznie kontrolo­wać natężenie bólu.

Przyjrzyjmy się najpierw czynnikom mającym wpływ na naszą percepcję bólu. Jest ich bardzo wiele, z konieczności więc wspomnę zaledwie o kilku.

O tym, jak oceniamy swoje doświadczenie z bólem, decydują między innymi przekonania dotyczące bólu, dominujące w kultu­rze, w jakiej wyrośliśmy, podejście naszych rodziców do spraw cier­pienia, znaczenie, jakie nadajemy bólowi, okoliczności, w jakich bó­lu doznajemy, i nasze poprzednie z nim doświadczenia, czyli jak skutecznie byliśmy w stanie go kontrolować.

W ciągu historii rozwoju ludzkości znaczenie bólu było interpre­towane na różne sposoby w różnych społecznościach. Różne też były teorie na temat jego przyczyn i jego istoty. Nawet w dobie obecnej różnice te są ciągle zauważalne. Ludzie żyjący w danym społeczeń­stwie przez pokolenia uczyli się rozumieć ból i reagować na bodźce bólowe w sobie tylko właściwy sposób. I tak na przykład w wielu prymitywnych społecznościach ból był, i często ciągle jest, utożsa­miany z nawiedzaniem przez złe moce. Dla Arystotelesa, który stwo­rzył teorię zmysłów, ból był raczej ?namiętnością duszy”, przeciwną doznaniu przyjemności, a nie fizycznym doznaniem. Dla stoików starożytnej Grecji ból był wyzwaniem, któremu trzeba się przeciw­stawić z odwagą i spokojem. W starożytnych Chinach wierzono nato­miast, że ból jest rezultatem braku równowagi pomiędzy żeńskimi (jin) i męskimi (jang) siłami w organizmie. Przywódcy religijni su­gerowali z kolei, że ból jest testem wiary lub karą za pierwotne albo inne grzechy. W tradycji judeochrześcijańskiej ból rozumiany jest jako kara za grzeszne uczynki i pokuta za uzyskane odpuszczenie. We współczesnych zachodnich społecznościach tego typu idee zastą­pione zostały ?modelem choroby”, który, jak już mówiliśmy, ma również swoje ograniczenia.

Każdy człowiek ma swój własny sposób interpretowania doznań bólowych. To, jak spostrzegamy i interpretujemy ból, będzie miało z kolei wpływ na jego jakość i nasilenie. Sposób interpretowania bó­lu i jego znaczenie mogą czasami wywoływać u ludzi negatywne re­akcje, w formie zachowań i myślenia o nim, które czynią ich podat­nymi na powstanie zespołu przewlekłego bólu. Dzieje się tak, ponieważ procesy myślowe wywierają wpływ na funkcjonowanie mechanizmu bólu w taki sam sposób, jak emocje i zachowania.

Kiedy dzień jest słoneczny, a ty cieszysz się na spotkanie z daw­no nie widzianym przyjacielem, twój ból będzie nieporównanie mniejszy niż w deszczowy dzień, gdy utraciłeś pracę.

Powyższy przykład wydaje się oczywisty, sama jednak koncep­cja zakładająca wpływ myślenia na poziom bólu jest dla wielu bar­dzo trudna do przyjęcia. Głównym powodem tych trudności jest fakt, że nasze rozumienie bólu opiera się na ciągle aktualnym kar- tezjuszowskim modelu bólu, w którym ciało istnieje w zupełnym oderwaniu od umysłu. Model ten wyklucza wpływ myślenia na po­wstawanie bolesnych odczuć. Przez ostatnich trzysta lat istnienia te­go modelu głęboko zakorzeniło się w nas przekonanie, że ból wę­druje bezpośrednio z miejsca uszkodzenia do mózgu. Według tego modelu, odwrotnie do użytej na początku rozdziału parafrazy, myśli nie mają żadnego wpływu na odczucia. Pomimo tych trudnych do wykorzenienia założeń modelu Kartezjusza jest rzeczą dowiedzio­ną, że myślenie ma kolosalny wpływ na naszą percepcję bólu i wszystko, co się w naszym ciele dzieje. Poniższe przykłady mogą być tego dowodem.

Przypomnijmy sobie z wcześniejszego rozdziału historię pacjen­ta chorego na raka, którego stan zdrowia uległ zadziwiającej popra­wie, ponieważ wierzył on w skuteczność otrzymywanego leku.

Również badania przeprowadzone w czasie drugiej wojny przez doktora Beechera pokazują, jak wielki wpływ wywiera myślenie na procesy fizjologiczne. Porównywał on żołnierzy rannych podczas walki z osobami cywilnymi mającymi podobne obrażenia, odniesio­ne w domu lub w pracy. Okazało się, że żaden z żołnierzy nie znajdo­wał się w szoku i jedynie co czwarty domagał się znieczulenia mor­finą. Jak to wytłumaczyć? Można śmiało założyć, że dla żołnierzy odniesione rany były czymś pozytywnym, a nawet korzystnym. Gwa­rantowały im one przeniesienie na zaplecze frontu i w pewnym sen­sie były ceną, jaką płacili za uniknięcie śmierci na polu bitwy. Znaj­dowali się oni nieomalże w stanie euforii, której przyczyną było nie tyle zażycie środków przeciwbólowych, ile radość z powrotu do do­mu. Ból był w ich mniemaniu czymś pozytywnym i nagradzającym.

Zupełnie odmiennie reagowały osoby cywilne. Dla nich obraże­nia miały zgoła inną wymowę, co w konsekwencji powodowało znacznie wyższy poziom bólu. W sytuacji cywilów urazy ciała nie miały żadnej pozytywnej wartości. Wręcz odwrotnie, pobyt w szpita­lu związany był z koniecznością rozłąki z rodziną, możliwością utra­ty pracy, potencjalnymi problemami ze zdrowiem itd. Negatywne myślenie tych osób powodowało, że odczuwały one swój ból dużo in­tensywniej. W porównaniu z jedynie co czwartym żołnierzem doma­gającym się morfiny, aż 80% tych pacjentów nie mogło się bez niej obejść.

Można przytoczyć też inne przykłady wpływu znaczenia bólu na jego intensywność. Ból może być znoszony ze stoickim spokojem, jeśli kojarzy się z jakąś przyszłą nagrodą. W wielu kulturach wy­trzymałość na ból jest niezbędną cechą, jaką musi się wykazać młody człowiek, aby być zaakceptowanym jako dojrzały członek swojej społeczności. Wśród Indian północnoamerykańskich, młody mężczyzna, zanim zostanie podniesiony do rangi wojownika, musi przejść bardzo bolesne obrzędy inicjacyjne. Różne są przyczyny, dla których ból związany z tymi rytuałami odczuwany jest w nie­wielkim stopniu. Po pierwsze, każdy sam decyduje o uczestnictwie w tych obrzędach. Po drugie, nagrodą za ból jest dostąpienie za­szczytu przynależności do cieszącej się dużym szacunkiem grupy wojowników. Dlatego obrzędy, które obserwatorowi wydają się czymś niezmiernie bolesnym, na osobie uczestniczącej nie robią żadnego wrażenia.

Innym jeszcze przykładem może być zabieg ciągle przeprowa­dzany w kulturach wschodniej Afryki. Zabieg ten wykonywany jest bez żadnego znieczulenia i polega na odsłonięciu dużego obszaru czaszki przez przecięcie skóry oraz mięśni i odsunięciu ich na bok. Kość czaszki jest następnie zeskrobywana przez lokalnego lekarza zwanego doktari. Osoba poddająca się temu zabiegowi siedzi spo­kojnie i nie wydaje żadnej skargi, co więcej, pomaga doktari, trzy­mając pod brodą naczynie, do którego spływa krew. Nie ma powo­dów, żeby uważać, że ludzie poddający się takim zabiegom są fizjologicznie odmienni od nas. Ich nadludzką wręcz wytrzymałość na ból może wyjaśnić fakt, że w ich kulturze taka operacja jest po­wszechnie akceptowaną metodą przynoszenia ulgi w przewlekłym bólu. Tak więc nadzieja na usunięcie uporczywego bólu oraz wiara w umiejętności doktari wydają się w radykalny sposób zmieniać u tych ludzi percepcję bólu.

Czynnikiem odgrywającym bardzo ważną rolę w odczuwaniu bó­lu jest świadomość posiadanej kontroli. Pacjenci zachowujący kon­trolę nad sytuacją będącą źródłem bólu odczuwają go w mniej­szym stopniu niż ci, którzy czują się bezsilni. Stwierdzić można przy tym ciekawą rzecz, że ważniejsze jest przekonanie o posiada­niu kontroli niż faktyczna kontrola. Pacjent niekoniecznie musi z niej skorzystać, jednak ta teoretyczna możliwość zwiększa jego tolerancję na ból. W badaniach przeprowadzonych na oddziale oparzeń okazało się, iż pacjenci, którzy sami przeprowadzali bar­dzo bolesny zabieg usuwania obumarłej tkanki, niezbędny do dal­szego gojenia ran, mogli znieść dużo większy ból niż ci, u których ten zabieg był wykonywany przez pielęgniarki. Lepiej także panu­ją nad bólem pacjenci, którzy sami decydują, kiedy i w jakiej ilości zażyć narkotyczne środki przeciwbólowe. Zażywają oni prze­ciętnie mniejsze dawki niż pacjenci otrzymujący środki przeciw­bólowe z rąk personelu.

Poniższa historia jest jeszcze innym przykładem znaczenia pro­cesów umysłowych w zmianach poziomu odczuwania przewlekłego bólu. Przykład ten pokazuje, jak ciężka i zagrażająca życiu choroba może zmienić postawy pacjenta wobec powszechnie występującej dolegliwości, jaką jest ból głowy. Pacjent cierpiał, jak wielu z nas, na napięciowe bóle głowy. Bóle nie były zbyt silne i mógł je on kon­trolować za pomocą proszków lub chwili odpoczynku. Pewnego jed­nak dnia pacjent doznał bólu, którego nie mógł się w żaden sposób pozbyć przy użyciu wypróbowanych wcześniej metod. W niedługim czasie ból stał się tak silny, że musiał udać się do szpitala. Grun­towne badania wykazały nowotwór mózgu. Lekarze usunęli guz i pacjent bez żadnych innych komplikacji wkrótce powrócił do do­mu. W parę tygodni później poczuł znany już ból. Natychmiast wpadł w panikę: ?O Boże, znów mam raka!” – to była jego pierwsza myśl. W ciągu godziny ból stał się jeszcze bardziej dokuczliwy niż poprzednio. Nie czekając ani minuty dłużej, niezwłocznie udał się do szpitala. Tym razem, na szczęście, był to po prostu zwykły napię­ciowy ból głowy, który przedtem nie zaprzątnąłby zbytnio jego uwagi.

Jak więc widać z tej historii, opinia pacjenta na temat bólów głowy została zmieniona przez jego chorobę nowotworową. Do­świadczenie to nauczyło go, że ból głowy może być sygnałem zagra­żającej życiu choroby. Jeśli teraz będzie interpretował każdy poja­wiający się ból jako ewentualne zagrożenie, bardzo szybko może się w nim wytworzyć nadmierna wrażliwość na ból, charakterystyczna dla zespołu przewlekłego bólu.

Powróćmy jeszcze na moment do omawianego wcześniej efektu placebo, który jest chyba najbardziej dobitnym przykładem związ­ku pomiędzy umysłem i ciałem. Placebo działa, ponieważ pacjent wierzy, że otrzymał związek farmakologicznie aktywny. Ta wiara po­woduje, że mózg uwalnia naturalne substancje przeciwbólowe – en­dorfiny. Udowodnione zostało też, że im większa jest wiara pacjen­ta w otrzymany środek, tym większą odczuje on ulgę po jego zażyciu. Wniosek jest taki, że twoje przekonanie o skuteczności le­czenia i poczucie, że jesteś w stanie zmienić coś na lepsze, może de­cydująco zwiększyć szansę na wyzdrowienie.

Efekt placebo znany był ludziom od dawna, na długo przed od­kryciem roli endorfiny dla organizmu. Przypadki znanych od stule­ci cudownych uzdrowień, których medycyna nie potrafi wyjaśnić, są chyba źródłem powszechnie znanego powiedzenia: ?wiara czyni cu­da”. Większość ludzi raczej sceptycznie podchodzi do ?cudów”, nie­mniej jednak tylko ludzie, którzy wierzą w tego typu leczenie, mo­gą zostać wyleczeni. Można więc powiedzieć, że medycyna nie po­siada monopolu na korzystanie z efektów placebo.

Nie powinieneś teraz wątpić w ogromną rolę, jaką twój umysł, a właściwie twój sposób myślenia, odgrywa w procesie powstawa­nia i odczuwania bólu. Wniosek wydaje się więc prosty. Jeśli chcesz zmniejszyć swój ból, powinieneś zmienić swoje myślenie na temat tego bólu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.