Ukryta korzyść

Ból, chociaż bez wątpienia jest przykrym doświadczeniem, ma również pozytywne strony. Pozwala on na przykład osobie cierpiącej unikać wykonywania nieprzyjemnych czynności. Wkrótce bowiem zauważy ona, że członkowie rodziny i znajomi skorzy są do pomocy, jeśli widzą jej cierpienie. Otwarte i głośne wyrażanie takiego cier­pienia wywołuje współczującą reakcję u innych, którzy przejmują obowiązki chorego i pozwalają mu na niewywiązywanie się z przyję­tych zobowiązań. Na usprawiedliwienie chorego trzeba powiedzieć, że tego typu zachowanie nie jest zamierzone i świadome, jest ono po prostu naturalnym efektem długotrwałego bólu. Im dłużej pa­cjent odczuwa ból, tym bardziej prawdopodobne, że nauczy się on wykorzystywać go jako środek do celu. (Jest to jeszcze jeden po­wód, aby leczyć ostry ból szybko i skutecznie, zanim takie zachowa­nie, które jest częścią zespołu przewlekłego bólu, się utrwali).

Czy zdarzyło ci się kiedyś powiedzieć: ?Nie mogę wynieść teraz śmieci /odkurzyć dywanu/ naprawić kranu, mój krzyż znów mi dole­ga” albo użyć jakiejś podobnej wymówki? Łatwiej jest oczywiście zwalić winę na ból niż przyznać się, że nie lubisz albo nie masz ocho­ty danej czynności wykonać. Oczywiście, że odczuwasz ból, nikt te­mu nie zaprzecza. Ból twój nie jest jednak prawdziwą przyczyną, dla której nie robisz tego, o co cię proszą. Prawdziwy powód ma du­żo więcej wspólnego z rozgrywkami Pucharu Europy, które się wła­śnie rozpoczynają w telewizji. Jeśli wydaje ci się, że takie zachowa­nie ujdzie ci na sucho, to się mylisz. Ceną, jaką płacisz, nie zdając sobie z tego sprawy, jest wzmocnienie twojego systemu bólu. Wyma­wiając się bólem dla osiągnięcia krótkotrwałej korzyści, skutecznie wzmacniasz go na długi czas. Jest takie prawo w psychologii, które mówi, że zachowania przynoszące nagrody, a nagrodą jest tutaj oglądanie meczu piłkarskiego, będą powtarzane.

Weźmy inną sytuację. Powiedzmy, że twoja żona proponuje ci pójście do kina na film, o którym słyszałeś, że jest romansem wyci­skającym łzy. Nie lubisz tego rodzaju filmów, więc natychmiast szu­kasz jakiejś wymówki, aby uniknąć tortury oglądania go. Robiąc zbolałą twarz, zaczynasz: ?Kochanie, nie będę mógł wysiedzieć w ki­nie dwóch godzin, mój krzyż tego nie wytrzyma”. ?No dobrze – od­powiada ze zrozumieniem twoja żona. – Jeżeli chcesz, zostańmy w domu, może będzie coś ciekawego w telewizji”. Patrząc na ciebie ze współczuciem, dodaje po chwili: ?Może chcesz, żebym ci przyło­żyła kompres albo okryła elektrycznym kocem?”. Twoją odpowie­dzią jest głębokie westchnienie. ?Może powinieneś wziąć proszek, skoro tak bardzo cię boli” – mówi ona teraz już poważnie zaniepoko­jona. We dwoje zrobiliście naprawdę doskonałą robotę, wzmacnia­jąc twój system bólu. W takiej sytuacji powinieneś otwarcie powie­dzieć żonie, że chciałbyś iść z nią do kina, ale może na coś innego, może na tę nową komedię, o której ostatnio tyle się mówi. Gdybyś tak postąpił, żona nie nalegałaby więcej na wspólne oglądanie łza­wego romansu. Co więc zrobić, aby pozbyć się nawyku wykorzysty­waniu bólu jako recepty na życiowe problemy? Hasłem jest tutaj asertywność, czyli umiejętność postawienia na swoim w cywilizowa­ny sposób.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.